niedziela, 25 sierpnia 2013
1 rozdział
Budzik nastawiłam na godzinę 7:40, oczywiście o tej musiałam nie chętnie wygramolić się z łóżka. Przypomniały mi się czasy szkolne, jak to szybko wstawałam do szkoły. Miejsce mojej pracy w sumie nie było z byt daleko, ponieważ wychodziło jakieś trzydzieści minut samochodem, a piechotą już coś koło godzinki. Mój samochód, szkoda gadać, jakiś stary polonez, ale tylko na tyle mnie było stać. Nie mieszkałam z rodzicami, ponieważ od razu po skończeniu 18 lat postanowiłam się wyprowadzić. Chciałam być samodzielna, ale nie zawsze mi to wychodziło. W sumie moi opiekunowi byli bardzo nadopiekuńczy, podejrzewałam, że spowodowane jest to tym, że jestem jedynaczką. Co najmniej dwa razy w tygodniu był od nich telefon z pytaniami jak się miewam? jak się czuję? itd. Trochę mnie to irytowało, ale nie chciałam im tego wypominać. Teraz, gdy znalazłam tą pracę nie powiedziałam o tym nikomu, nawet mojej najlepszej przyjaciółce Jasmine - znam się z nią od dziecka. Dlaczego? Kiedyś gdy znalazłam moim zdaniem znakomitą pracę, rzuciłam ją po 3/4 dniach? Zawiodłam moich najbliższych, więc nie chciałam, aby to się powtórzyło i o niczym nie wspominałam, jak to się mówi, żeby nie zapeszyć. Po długim rozmyślaniu mojego życia i jego sensu, wstawiłam wodę do czajnika, aby przygotować poranną kawę na pobudzenie. W czasie gotowania się wody, poszłam wykonać poranną toaletę. Ubrałam się w luźną czarną bluzkę z jakimś nadrukiem i czarne rurki. Po zrobieniu tej czynności z kuchni usłyszałam pisk czajnika, co sygnalizowało zagotowaną ciecz. Po wlaniu wody do kubka, upiłam łyka kawy, a następnie powędrowałam do łazienki, aby się uczesać. Lekko przeczesałam włosy i zostawiłam jej w spoczynku. Odruchowo spojrzałam na zegarek, wybiła dokładnie dziewiąta. Co? Przed chwilą była ósma. Uhh, kurwa powiedziałam w duchu z racji tego, że muszę sprawdzić czy ten mój grat nazywany autem odpali. Ostatnio często szwankował, ale nie powinnam się dziwić - miał swoje lata. Szybko wyleciałam z domu, przekręcając kluczyk w drzwiach, kiedy to zrobiłam, podbiegłam do samochodu, wsiadłam i próbowałam odpalić. Za którym to razem? Ach, za 7 razem odpalił! Tak! - krzyknęłam sama do siebie. Spojrzałam na komórkę, było piętnaście po dziewiątej. Droga była w miarę czysta, więc za dziesięć dziesiąta już znalazłam się na miejscu. Wysiadłam z samochodu, a przed moimi oczami stał dosyć duży budynek w prawdzie wyglądał na starą kamienicę, ale wątpiłam, żeby to było to. Podeszłam bliżej i niepewnie zapukałam do drzwi, po zapukaniu po boku ujrzałam dzwonek. Oczywiście! Głupia ja. Postanowiłam dodatkowo lekko nadusić dzwonek, dlatego, iż nie byłam pewna czy moje stukanie było słyszalne, ale wyglądało na to, że tak, bo po chwili stanął przede mną wysoki facet. Po krótkiej ciszy facet się odezwał:
- Czego chcesz mała? Chyba coś pomyliłaś.
Mała? Serio? Takie teksty?! Koleś był bardzo napakowany, więc wolałam to zignorować i nie palnąć jakiejś głupoty - jak to zwykle miałam w zwyczaju.
- Przyszłam na spotkanie o pracę.
- Ach, chyba, że tak. To ja przepraszam za zachowanie, ale - zawahał się.
Spodziewałem się kogoś starszego - dokończył.
Co on miał na myśli? Haha, jeszcze mu udowodnię, że dam radę. Taki cwaniaczek, oj zdziwi się.
- Chodź za mną - powiedział.
Jak rozkazał, tak zrobiłam, szliśmy przez dosyć długi korytarz, nagle koleś skręcił w lewo, co też poczyniłam, w tym momencie byliśmy w jakiejś małej kanciapce. Wskazał mi krzesło, na którym już po chwili siedziałam, on natomiast po drugiej stronie biurka. Spojrzałam przelotnie na ściany, znajdowały się na nich różne obrazy. Nie były jakieś piękne, ale jednak interesujące, ściany miały ponury wyblakły kolor. W powietrzu unosił się zapach papierosów, od którego mnie wręcz mdliło, ale próbowałam o tym nie myśleć.
- Nasza praca jest nietypowa. - powiedział.
- W jakim sensie?
- Zaraz nasz pomocnik Harry przyniesie papiery dotyczące tego, przeczytasz, zastanowisz się i myślę, że podpiszesz - końcówkę powiedział nieco drwiąco.
Ale najważniejsze na początek - powiedział nie odrywając ode mnie wzroku.
- Więc, gdzie miałaś styczność z bronią?
Wiedziałam, że to mnie nie minie. Głupio mi było o tym mówić, cóż. Pomyślałam - raz się żyje, co mi szkodzi, wzięłam się w garść i szybko powiedziałam:
- Z wujkiem polowałam na zwierzynę..
- Hmmm.. interesujące. Aczkolwiek ta praca, to zupełnie coś innego. - zaśmiał się głupawo.
Cholera! Gdzie ten Harry?! - krzyknął mój przyszły pracodawca.
Minęło ''ciche'' pięć minut i drzwi od pomieszczenia w którym się znajdowaliśmy otworzyły się z prędkością światła.
- Taaaak, szefie.. jestem - powiedział niepewnie chłopak.
- Kładź papiery, nie tłumacz się i wypad - powiedział stanowczo.
- Ale..
- Już, wynocha.
Ten Harry? Coś zamamrotał pod nosem i momentalnie wyszedł. Zdołałam zauważyć, że miał loczki i błysk zielonych oczu, gdy wleciał jak poparzony do pomieszczenia. Miał na sobie biały T-shirt, w tamtym czasie ręce położył na biurku, co skutkowało, że zauważyłam jakieś tatuaże.
- Ach właśnie, zanim cokolwiek będziesz miała podpisać, musimy sprawdzić czy się nadajesz. Wziął słuchawkę do ręki, wykręcił jakiś numer i prosił jakiegoś Louisa o przyjście. Jezu następny koleś? Znajdę tu jakąś koleżankę. Ale moment.. jak oni to sprawdzą do cholery. Będę miała jakiś test? Błagam nie, nie znam żadnych odpowiedzi, zażartowałam w duchu, ale to nie był na to czas. W tym pokoju znów zapanowała grobowa cisza, dzięki której z daleko było słychać kroki, zapewne tego Louisa...
------------------------------------
Hej, pierwszy rozdział, mojego pierwszego fanfiction. Hmm, choć trochę was zaciekawił? Proszę o szczere opinie. xx
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz